Jump to content

Boho w bloku – jak urządzić wnętrze z duszą bez wysadzania budżetu

From Clough


Największym wyzwaniem okazał się salon połączony z aneksem jadalnianym. Miałam tam starą kanapę z funkcją spania, która zajmowała pół pokoju. Gdy przychodzili goście na noc, rozkładanie jej było katorgą, a materac piankowy o grubości dziesięciu centymetrów sprawiał, że budziłam się z bólem pleców. Wymieniłam ją na lozko z pojemnikiem na posciel w odcieniu jasnego dębu. Postawiłam na tapicerkę welurową w kolorze pudrowego różu, która dodaje miękkości i świetnie kontrastuje z szarą ścianą. Dzięki temu kolory we wnętrzach stały się bardziej spójne, a pokój zyskał na przestronności. Pojemnik na pościel rozwiązał problem braku miejsca na koce i poduszki.

W salonie mam małą strefę do pracy, która w boho nie może być surowa. Biurko z drewna z odzysku przykryłam makramowym obrusem, a krzesło z rattanu dodałam dla kontrastu. Lampa z frędzlami z jedwabiu wisząca nad blatem daje ciepłe światło, które nie męczy oczu. Problemem był brak miejsca na dokumenty – rozwiązaniem stał się kuferek podróżny w stylu vintage, który służy jako szafka na papiery i laptopa. Kiedy goście przychodzą, przesuwam go pod okno i zamieniam w stolik kawowy.

W kuchni, która ma ledwo sześć metrów, postawiłam na jasny beż z dodatkami w kolorze butelkowej zieleni. Blat zrobiłam z płyty laminowanej imitującej drewno, a fronty szafek pomalowałam farbą tablicową w odcieniu grafitu. To pozwoliło mi ukryć zabrudzenia i nadać charakteru. Kolory we wnętrzach muszą ze sobą współgrać, inaczej powstaje chaos. Zauważyłam, że małe pomieszczenia lepiej znoszą jeden dominujący kolor na ścianach i meblach, a akcenty dodaję w tekstyliach. Ręczniki w kolorze musztardy czy ceramika w odcieniu terakoty ożywiają przestrzeń bez przytłaczania. Ważne, żeby nie przesadzić z liczbą barw trzy to maksimum w tak małym metrażu.

Największym wyzwaniem w boho jest balans między luzem a chaosem. Kiedyś myślałam, że im więcej makram i frędzli, tym lepiej, ale szybko zrozumiałam, że trzeba wybierać. Postawiłam na jedną dużą makramę na ścianie nad łóżkiem i kilka mniejszych na oknach. Rośliny doniczkowe – paprotki, monstery i sansewierie – stoją na regale z drewna sosnowego, Https://thinmarker.club/index.php/Jak_urządzić_jadalnię,_która_Pomieści_rodzinę_i_Gości który sama pomalowałam na kolor terakoty. Zamiast kupować nowe doniczki, If you loved this write-up and you would such as to receive additional details relating to Http://biblioteca.ucf.edu.cu kindly browse through the website. używam starych puszek po farbie i wiklinowych koszy. Dzięki temu wnętrze ma historię, a nie jest tylko ładnym obrazkiem z Instagrama.

Dodatki to sol boho. Zamiast kupowac nowe bibeloty, poszukaj w second handach albo na targach staroci. Mam stara drewniana skrzynke po owocach, ktora sluzy jako stolik kawowy. Na niej stoi gliniany dzbanek z polnymi kwiatami i kilka ksiazek. To wszystko. Nie potrzeba wiecej. W boho mniej znaczy wiecej, ale w sensie starannie dobranych przedmiotow. Unikaj plastiku - nawet tanie rzeczy mozesz zastapic wersjami z naturalnych materialow. Szklane butelki zamiast plastikowych, lniane serwetki zamiast papierowych, drewniane lyzki zamiast metalowych. To drobne zmiany ktore buduja klimat. I nie bój sie mieszac stylow - boho lubi eklektyzm, wiec mozesz polaczyc nowoczesny fotel z retro lampa.

Goście na noc to kolejna historia. Pamiętam moment, gdy do mojego 38-metrowego mieszkania przyjechała kuzynka z dzieckiem. Potrzebowali dwóch oddzielnych miejsc do spania. Wtedy doceniłam wybór wersalki. To mebel, który przez lata miał złą sławę, ale nowoczesne modele nie mają z nią nic wspólnego. Moja wersalka ma mechanizm DL, który rozkłada się jednym ruchem. Powierzchnia spania jest płaska, a materac piankowy o gęstości 35 kg/m3 zapewnia wygodę na poziomie normalnego łóżka. W dzień wygląda jak elegancka sofa, a wieczorem staje się drugim łóżkiem.

Małe metraże wymuszają kreatywność. W kuchni zrezygnowałam z górnych szafek na rzecz otwartych półek – trzymam na nich tylko to, czego używam codziennie. Dzięki temu blat jest zawsze wolny, a ja nie grzebię w ciemnych zakamarkach w poszukiwaniu patelni. W przedpokoju postawiłam na wąski regał na buty i lustro w stalowej ramie, które optycznie powiększa przestrzeń. Zauważyłam, że kiedy ograniczam liczbę przedmiotów, zaczynam bardziej doceniać te, które zostają. Moja ulubiona ceramiczna miska od lokalnego garncarza stoi na stole i cieszy oko każdego dnia. Nie potrzebuję dziesięciu talerzy, skoro jem tylko z jednego.

Przedpokój to najtrudniejsza przestrzeń w moim mieszkaniu. Ma dwa metry kwadratowe i brak w nim okna. Długo walczyłam z przytłaczającym wrażeniem klaustrofobii. Pomogła farba w odcieniu jasnego kremu z domieszką różu, która odbija światło z lampy sufitowej. Na podłodze położyłam płytki imitujące biały marmur z delikatnymi żyłkami. To optycznie poszerza wąski korytarz. Wersalka, którą trzymałam w przedpokoju na zapas, trafiła do piwnicy zabierała zbyt dużo miejsca. Zamiast niej postawiłam wąską komodę w kolorze białym i lustro w ramie z jasnego drewna. Te dwa elementy plus odpowiedni kolor ściany sprawiły, że przedpokój przestał być tylko przejściem.